Pomocnik Widzewa Łódź, Lukas Lergar rozmawiał z Filipem Trokielewiczem w wywiadzie na łamach portalu „Piłka Nożna”. Poniżej najciekawsze fragmenty wywiadu z Duńczykiem.
O przejściu z Kopenhagi do Widzewa
Widzew skusił mnie swoimi mocarstwowymi planami – tym, że Robert Dobrzycki chce stworzyć krajowego hegemona. Wiem, jak to brzmi obecnie, gdy walczymy o utrzymanie, ale z upływem czasu będzie coraz lepiej. Sytuacja Widzewa wynika w znacznej mierze z tego, ilu nowych zawodników pojawiło się w dwóch ostatnich oknach transferowych w klubie. Jedną najważniejszych rzeczy w piłkarskiej szatni są relacje między zawodnikami – potrzebujemy czasu, aby się zgrać i poznać również jako ludzie. To się na pstryknięcie palcem nie wydarzy. Być może w krótkim czasie doszło do zbyt dużej liczby roszad i teraz musimy zmierzyć się z ich efektem”.
O tym, czy spodziewał się aż takich problemów na wiosnę
„Nie zakładałem tego, ale Ekstraklasa jest specyficzna. Niektórzy mówią, że im krócej jesteś w posiadaniu piłki, tym lepiej. Może jest w tym trochę prawdy? Czuć, że przygotowanie fizyczne stoi na wysokim poziomie – dużo jest walki, tak zwanych drugich piłek, które trzeba zbierać w środku pola, stałych fragmentów… Liga jest niesamowicie wyrównana – nie spotkałem się jeszcze z takimi rozgrywkami, choć słyszałem, że ten sezon jest też pod tym względem szczególny, że w poprzednich latach tabela nie była aż tak spłaszczona. W większości spotkań trudno wskazać wyraźnego faworyta. Chyba właśnie to jest dla mnie największym zaskoczeniem, jeśli chodzi o tutejsze rozgrywki”.
O tym, czy klub mogła zjeść pycha
„Wręcz przeciwnie – w klubie każdy podchodzi do tego, co się dzieje, z dużą pokorą. Mam natomiast wrażenie, że inne kluby zazdroszczą Widzewowi tego, jak stara się rozpychać na rynku transferowym i nie tylko. Robert Dobrzycki całe życie ciężko pracował na to, by móc spełnić marzenie o nabyciu klubu. Otwarcie mówi o tym, że jest to projekt, na którym nie chce zarabiać. To coś, co chciałby usłyszeć kibic każdego klubu na świecie – zwłaszcza że nikt nie ma wątpliwości co do szczerości intencji pana Dobrzyckiego. Z drugiej strony – poniekąd rozumiem oczekiwania z zewnątrz, bo jeśli w tak krótkim okresie wydajesz tyle pieniędzy, rozbudzasz wyobraźnię fanów, którzy chcieliby, by wyniki przyszły natychmiast. Widać, że pracownikom w klubie bardzo zależy na tym, by klub wchodził na coraz wyższy poziom. Buduje się ośrodek treningowy, właściciel za własne pieniądze wymienił murawę na stadionie – mamy wszystko, czego potrzebujemy. Nie sądzę jednak, że Widzew jest pyszny. Ja na pewno tego nie odczuwam”.
O tym, czy Jovićević był bardziej motywatorem niż taktykiem
„Nie uważam tak. Nie mogę powiedzieć złego słowa na Jovićevicia. Czasem tak po prostu jest, że nie widać światełka w tunelu, jeśli chodzi o wyniki, a to one są w ostatecznym rozrachunku najistotniejsze. Tak uznali ludzie w klubie i zdecydowali się na zmianę szkoleniowca. To nie jest łatwe, gdy trener jest zwalniany, bo masz świadomość, że przyczyniłeś się do tego. To nie jest tak, że po zawodnikach to spływa”.
O Osmanie Bukarim
„Ludzie muszą zacząć patrzeć na niego jak na drugiego człowieka. Oczekują od niego, że skoro kosztował tyle pieniędzy, to powinien strzelić dziesięć goli w pierwszym meczu, w drugim dołożyć drugie tyle. Ma strzelać, podawać, asystować – wszyscy patrzą na niego jak na produkt, podczas gdy on pierwszy raz w życiu gra w Polsce. Dajmy mu trochę czasu, aby się zaaklimatyzował i wtedy oceniajmy. Podobnie jak w przypadku całego Widzewa, czas będzie działał na jego korzyść, bo to nie jest przypadkowy zawodnik. Osman też wybrał Widzew, bo przekonał go projekt i to nie jest tak, że on teraz będzie odcinał kupony. Na początku rundy nie pomagał mu też stan boisk, bo należy do zawodników, którzy lubią grę kombinacyjną, a wszyscy wiemy, jak wyglądały nawierzchnie”.
Leave a Reply