W jego głosie było słychać frustrację, napięcie, ale przede wszystkim determinację — Aleksandar Vuković nie zamierzał wpadać w panikę po bolesnej porażce Widzew Łódź z Radomiak Radom.
Ten wynik przybliża łodzian do strefy spadkowej, jednak ich szkoleniowiec stanowczo sprzeciwił się katastroficznym nastrojom. Zamiast tego postawił na realizm i umiarkowaną wiarę.
„Przez ponad 70 minut mecz układał się tak, jak chcieliśmy. Był wyrównany, z kilkoma groźnymi sytuacjami z jednej i drugiej strony. W gruncie rzeczy było to równe spotkanie. Wyszliśmy na prowadzenie i mieliśmy moment dobrej kontroli nad wynikiem. Nie doprowadziliśmy jednak do sytuacji na 2:0. Od momentu straty gola — którego kunszt strzelca trzeba docenić — było widać, że Radomiak ma przewagę mentalną w końcówce. Dla nas to najgorszy możliwy scenariusz, ale trzeba to zaakceptować i patrzeć na to, co przed nami”
— powiedział Vuković na początku swojej pomeczowej analizy.
Utracona kontrola, zmienione momentum
Przez długi czas Widzew wyglądał na zespół poukładany, a nawet komfortowy. Prowadząc na wyjeździe, kontrolował tempo gry, ale nie potrafił zadać decydującego ciosu. Brak drugiej bramki okazał się kluczowy — a gdy Radomiak wyrównał, psychologiczna przewaga momentalnie przeszła na stronę gospodarzy.
Zapytany o niskie statystyki xG, Vuković nie krył irytacji:
„Możecie sobie przytaczać xG ile chcecie — to nie jest piłka nożna. Jeśli chodzi o nasz plan na utrzymanie, to właśnie tak, jak dziś: wyszliśmy na prowadzenie. Wystarczyło je utrzymać i wygralibyśmy mecz.”
To jeszcze nie koniec
Mimo porażki 46-latek jasno podkreślił: walka o utrzymanie trwa.
„Wynik jest oczywisty, ale jeśli ocenimy pierwsze 70 czy 80 minut, nie byłem niezadowolony. Prowadziliśmy 1:0 na trudnym terenie i nie miałem wrażenia, że nie kontrolujemy meczu. Gol po stałym fragmencie, świetne uderzenie, zmienił przebieg spotkania. Z końcówki nie byłem już zadowolony — to fakt.”
Zwrócił też uwagę na znaczenie boiskowego momentu:
„Doświadczenie i piłkarska jakość nie zawsze mają znaczenie. Jest też momentum meczu — grasz na wyjeździe, tracisz bramkę, rywal łapie swój moment i swoje ambicje. To się zdarza. Powiedziałem w szatni: możemy czuć, że należały nam się trzy punkty, ale nic nie jest zagwarantowane.”
Wezwanie do charakteru
Najmocniej wybrzmiał jednak apel o odporność psychiczną — nie o zaprzeczenie problemom, lecz o właściwą reakcję.
„Musimy przyjąć cios i pokazać, z czego jesteśmy zrobieni. To trudny moment, ale nie kończy naszej drogi. Wiem, że teraz to może niewiele znaczyć, ale to dopiero pierwsza porażka za mojej kadencji. Wcześniej było 23 mecze i 13 porażek. Teraz to pierwsza przegrana w sześciu ostatnich spotkaniach. Można to przedstawiać jako coś niewybaczalnego — akceptuję to. Wiedziałem, w jakiej sytuacji jest drużyna, gdy przychodziłem, i ktoś musi wziąć odpowiedzialność.”
Na koniec padły słowa, które najlepiej oddają jego podejście:
„Nie rozumiem traktowania tego jak końca świata. To trudny moment, ale trzeba dalej walczyć. Każdy, kto umie liczyć, widzi, jak wygląda tabela. Najważniejsze teraz to nie robić z tego meczu pogrzebu, tylko przyjąć cios i iść dalej.”
Leave a Reply